ultra-kuku blog

Twój nowy blog

Cud urody

1 komentarz

Jedziemy ze szkoły we troje. Ja, MPM i Kleszcz. Rozmawiamy o znajomych, o Basi, która jest cud urody i innych dziewczętach. Na to Kleszcz, że jemu to się najbardziej podoba Ciocia (czyt. Ja:) –

-Ciocia jest najładniejsza ze wszystkich dziewczyn, nawet ładniejsza od Basi.

Oczywiście kątem oka łypnęłam na MPM, ale pierniczony był czujny jak ważka, nawet jeden mięsień mu nie drgnął na twarzy. Cztery lat małżeństwa jednak swoje robią, jak agent Mossadu normalnie. Kurna ja nie wiem czy nie powinno się mi dawać na przeszkolenie oficerów, szpiegów, wyćwiczyli by się w zachowaniu zimnej krwi i panowaniu nad emocjami.

- A najładniej to ciocia wygląda jak sobie tu (przymknął oczy i pomiział się po powiekach) pomaluje na czarno i uczesze tak włosy(też pokazał, znaczy się rozpuszczone i zaczesane na twarz)

-No, ale ciocia się rzadko maluje -  skwitował MPM, widać i on ma czasem potrzebę balansowania na krawędzi.

- No, na  imprezki się tak maluje – Przytaknął Kleszcz i z piskiem kół ruszyliśmy spod marketu.

ech bimber

4 komentarzy

W niedzielę około godziny 22 byłam i przeżyłam coś naprawdę metafizycznego,
wzruszyłam się i odpłynęłam…

Krótko mówiąc napiłam się bimbru na Dniu Kukurydzy w mej gminie
i duchowo i cieleśnie przeżyłam euforię na koncercie Disco Polo, a dokładnie na
występie grupy Mister Dex. Myślałam, że jest to Mr Dance, bo coś tak faflunił,
ale to przecież nieistotne.

Ważniejsze wszak jest to, że byłam się i wsłuchałam w słowa
ich piosenek i nie wiem czy bimber był taki mocny, czy też poezja była tak dobra,
bo utożsamiałam się ze słowami ich piosenek o miłości, życiu i takich męskich
sprawach.

Coś jednak jest na rzeczy jeśli chodzi o disco polo. Chyba
wyglądam na zagorzałą (dobre słowo biorąc pod uwagę rodzime wyroby spirytystyczne :) fankę disco dance. W ubiegłym roku występował fanatcik Boys czy coś takiego
i obserwowałam ich z boku sobie cicho stojąc, takie podtatuśkowate świńskie
trio. No i lider zespołu zakrzyknął do mnie. ”Ty czarna, chodź do nas”
Oczywiście spłoszył mnie tym i umknęłam do namiotu dla VIPów dożynkowych. No w
sumie jak sobie przypomnę jak się wczoraj czułam, to nazwa dożynki też ma
drugie dno:)

W tym roku stanęłam sobie z boku sceny i obserwowałam
skromnie wyczyny panów, ale niestety byłam i wpadłam w oko klawiszowcowi, taki
mikry chujek, ale nie szczędziłam mu uśmiechów! niech ma co wspominać, ba nawet
mu machałam balonikiem z napisem Agro-chujumuju czy coś koło tego. MPM mnie
przyłapała na tych ekscesach, chciał mnie odciągnąć, ale byłam nieugięta,
klawiszowiec był mój. Więc tak byłam pełna podziwu dla twórczości Mr Dex, że
takie to mądre i życiowe. Dziś wynalazłam to w necie, żeby sprawdzić -Bimber to uczynił czy piosenki, żem była w euforii. Odpowiedź
jest jasna, bimber od wójta!

 

A ono dowód jakiej jakości robią u nas trunki, że odnalazłam
wiele życiowych prawd w tej piosence:

 

 

róciłam z urlopu i wracam do formy sprzed lat. Nie to , żeby mi się zmarszczki wygładziały czy cycki oparły się grawitacji jak onegdaj, ale  usmiechnęłam się sama do siebie po tym, jak to w chwili złości wykasowałam nr znajomego z komórki. Jak za dawnych, dobrych czasów. Potem będę kleić głupka pisząc z kimś, udając, że wiem z kim, bo przecież się nie przyznam, że nie mam go w książce telefonicznej :)

Poza tym przeżyłam pobyt Królowej Matki i A.
Sędzam duzo czasu z bratem, bo ma straszne pazuzu. Głowa mi peka od słuchania schiz i walk z demonami. Kurwa, czasem mi nerwy puszczają i jestem mało delikatna, mówiąc ‚jebnij się w łeb, to nie towja wina, że spadł samolot z prezydentem”.
 No i mamy Kleszcza na wiecej niż trochę, to znaczy zamieszkał z nami, bo poszedł do szkoły, a brat się nie nadaje, by go trzymać krótko. Nie chcemy zmarnować dzieciaka, to podjęłam się z MPM opieki. Odnieslismy pierwszy sukces wychowawczy, czyli nauczył się wiązac sznurówki. Oczywiście nie obyło się bez dramatów i płaczu, że nie da rady, dał. Dziś poszedł na pierwsze lekcje. Jak wróciłąm po kolejnejnym popołudniu spędzonym w poczekalni u lekarza ze zgrają ludzi z problemami, to Kleszcz przywitał mnie szczerbatym uśmiechem i dał mi swoją mleczną jedynkę. Schowalismy ją pod poduszkę. Kupił sobie w cyrku rózową różczkę, która świeci tysiącem barw i robi trrryy tryyy, jakby sypała za sobą księżycowy pył. No więc odtańczyłam kleszczowi taniec wabiący Wróżkę Zębuszkę, wspomagając się rózczką Tryyy Tryyy, Kleszcz śmiał się do łez. Nie wiem, co tym tańcem zwabiłam, ale rano mało nie zapomniałąm o zębie. Kleszcz w nocy przyszedł do nas do łożka, więc o 6 rano zabrałam zęba i wsadziłam 2 zł. Mały się obudził i pobiegł, żeby zobaczyć jak wyszło mi wabienie, a tam 2 słownie dwa złote polskie. Powiedziałam mu, że dlatego się przebudził w nocy, bo wrózka była łamaga i za bardzo szarpała za poduszkę. Uwierzył ze wszystko co mówię, nie wiem czy to dobrze :) Kurcze bardzo mi się spodobała ta różczka Tryyy Trrry, byłabym wspaniałą wrózką bez dwóch zdań.
Nie wiem, ale chyba się dam dziś namówić na dziekczynny taniec ku czci wróżki zębuszki :P
Dzis nie ide do brata, pierdole, mam dość gadek z księdzem i psychiatrą.
Lecę po kawę.

Trrrryyy…. Tryyyyyy…. i znikła.

poczta

2 komentarzy

Ze skrzynki e-mail Ultra

do A (tej od niby raka spod pachy):

Hej, co tam u Was? jak weekend? Jak Twoje stwiardnienie rozsiane? Byłaś u lekarza?

od A do U:

Hej, a bylismy u rodziców, fajnie było.

u
lekarza bylam, wstepne rozpoznanie to nerwica ale jeszcze mam skierowanie na
jakies dziwne badanie, a termin na listopad
a jak
we wrocku bylo? maz zostal dalej?

od U do A.

Został, został :)

Stwarnienie rozsiane he he, mówiłam odrazu, że po prostu jestes pojebana, ładnie to tylko nazwali… nerwica :)

druga żona

1 komentarz

Wracam do domu, jestem w pociągu zwanym drogą przez mekkę.

Ze względu na mój zaznany kryzys chciałam nawet wyskrobac
kilka postanowień, typu skończę z alkoholem, będę bardziej systematyczna, albo
chociaż zacznę podlewać kwiaty w domu. Osz właśnie kwiaty! Dlaczego nie mamy
nikogo, kto podlewa kwiaty jak nas nie ma, jak na amerykańskich filmach?
Mogłabym być bardziej ułożona, a nawet chadzać do kościoła. No ale takie
postanowienia to mogłam składać jeszcze tydzień temu jako niedojrzała kobieta,
a nie teraz, kiedy wiem co to odpowiedzialność za słowa i czyny. Nie będzie
obietnic, no może rzadziej będę narzekać. Tyle mogę, bo jestem już pogodzona z
sobą.

MPM jest dziwny, jakby go upierdolił wielki kosmaty czarny
pająk. Robi tak jak zawsze chciałam żeby robił, mówi to czego chcę słuchać i
czuję, że jestem najważniejsza, chociaż nerkę oddałby mamusi, to jednak ja wiem
swoje.

 

Apropo nerki, u Jolki na pamiętnej imprezie z zabawami
wyszedł temat kto komu oddałby nerkę. Wszyscy sparowani oddaliby swej polówce
jedynie MPM zdeklarował mamusię. O wkurwiło to Rudolfa, ale wtedy jeszcze byłam
niedojrzała i wstawiona więc się nieco fochnęłam. A i G są ze sobą od średniej
szkoły i tak się kochają, że G musiał A przyrzec że umrze pierwszy, bo ona bez
niego zwariuje. A wynalazła sobie nowa chorobę, po raku pod pachą teraz uważa,
że ma stwardnienie rozsiane. Była na badaniach, musze do niej zadzwoń czy aby
na pewno. A. jest fantastyczna, odpowiedzialna i ułożona przy czym ma pierdolca
i nie wiadomo z kim się lepiej piję z nią czy G, który jest megainteligentny,
ale za to nieco ciapowaty, uwielbiam ich oczywiście całym sercem. No skoro już
byliśmy przy temacie A zejścia przed G, to padło pytanie kto będzie jego drugą
żoną. G odpowiedział, że z tu obecnych kobiet to wybrałaby mnie. Co mnie i
innych zaskoczyło, bo jaki ze mnie materiał na żonę wiedzą wszyscy. Byłam
uradowana wielce, ale zaraz się nafoczyłam. Bo jako to z tych obecnych, a nie
tych milionów dostępnych? G się zastanowił i powiedział, że w sumie to ze
wszystkich kobiet jakie zna mnie chciałaby najbardziej. A się nieco uspokoiła,
że nie zostawi G samego.  G mówi na A
moja pierwsza zona, ale potem już mówił o mnie moja druga żona. Nawet jej
obiecałam, że jej prochy bezimienne spoczną w moim rodzinym grobowcu, resztę
się rozsypie gdzie będzie chciała.

 

Wstałam lekko skacowana, wykapałam się spojrzałam w lustro
łobuzersko unosząc swą czarną brew, krzywo nieco wyskubaną. Oceniłam też inne
walory. Do tego dodałam to jaka jestem zorganizowana, jak wszystko umiem
zgubić, jak to robię pranie, w którym żadna ze skarpet nie da się sparować, a w
najlepszym przypadku wszystko jest różowe. Jak to wychodzę na godzinę do Rysia
Tereski i trzeba mnie holować do domu jak worek. Jak ułożyłam Kleszcza
wmawiając mu że jestem wiedźmą. Patrzcie i podziwiajcie, oto kobieta pożądana
na drugą żonę przez, zdawać się mogło mądrego, faceta…  no bo jak nie ja to kto?

 

chrum

2 komentarzy

Przeszłam kryzys wieku śreniego, a włściwie go wyrzygłam. Długo z kawałkiem żołądka. Kumulowała w sobie złosc, do tego doszła zazdrośc umiejetnie podrzegana i dużo wódki. Wiem jedno nie mogę mieszać alkoholu flustracji i zazdrosci. Poneważ nie mogę zrezygnowac z wódki, pozbyła się złości. Juz na nią nie mam ochoty, znudziła mi się. Nie chce już testować ludzi, a zawsze to robie jak się napiję, po co to? Poje się swoimi emocjami, które dobrze już znam. Głupia dziewczynka, oj głupia.
Przeszła mi złość na MPM, kompletnie.
Obudzilam się wczoraj z kacem i oznajmiłam MPM, że jestem mustangiem z dzikiej krainy. Nie bardzo wiedział czy bredzę. Nie, nie bredzę. Ludzie myslą, ze jak się kogos nie da ujarzmić, to przynajmniej mozna go złamać, upokorzyć. Nie każdego widać.
Ponieważ już jestem pogodzona z tym, że skończyłam lat 30, fakt trochę to trwalo, no 8 lat, ale w końcu to zrobiłam, pogodziłam się ze sobą. Pozatym doszłam do wniosku, że skoro jestem taka wyrozumiał dla innych, dlaczego nie mogę byc dobra dla kogoś mi najbliższego? Dla samej siebie. Ja pierdole jeszcze ze dwie popijawki i bedę pisać poradniki.

Nie mam złości na MPM, jakie to miłe, naprawde się cieszę :)

No MPM ma cięzki okres, bo dowiedział się strasznych rzeczy. Tydzięń temu na imprezie u Jolki gralismy w gre o sobie. kazdy miał powiedziec dwie cechy, które w sobie lubi, a potem reszta mówił co w tego osobie lubi. Tylko pozytywy. Pilismy i jaraliśmy. No i dszło do MPM i laski tam mówiły, że mam ładną karnację oczy czy inne takie, a ja powiedziałam, że mi się u niego najbardziej podoba jego rózowy język i penis najładniejszy jaki widziałam. Jolka mnie zrugała, że mogłabym byc skromniejsza, nie wiem o co jej chodziło bo ledwo siedziała. W każdym razie MPM poszedł się połozyć. Widziałam, że coś jest niehalo. Zapytałam więc o co kaman, a on, że mu przykro, że podoba mi się w nim tylko język i penis. Wywaliłm gały, ależ romantyk :P Nastepnym razem powiem że jego przenikliwe spojrzenie,w którym odbijają się tysące gwiazd :)

No ale to nie koniec ciosów. zawsze mu mówie, że taczyć to on może lubi, ale nie umie, mój wóz z węglem. Na popijawce oczywiście to wyszło i się obraził. zadzwonił do jdnej ze swych rozlicznych koleżanek i zapytał, a ta szczerze mu powiedziała, że słabo niestety. Jak się zezłościł i obraził, powiedził, że nigdy już nie zatańczy. na tyle wesel była zapraszany itd, ione wszystkie kłamały??? Mało się nie popłakałam ze smiechu. Rano nadal był załamany. Jeszcze mu nie przeszło :-)

aha co do moich cech charakteru, to dwa tygodnie temu Agniecha mi powiedziała, że nie ma we mni nic czego nie lubi, no może tylko że jestem taka rozjebana.
A Tydziń temu u Jolki 3 osoby jako moją zaletę podałao, że lubi to moje rozjebanie, w tym Agiecha. Pytam ją wiec grzecznie to w końcu jest moja zaleta czy wada?

W ogóle co to oznacza, że jestem rozjebana, piękna cecha. Ładnie by wygładała w charakterystyce mojej postaci.

Rozpisałam się a musże lecieć :)

Ponieważ, nic się nie dzieje, to co się dzieje, jest nie do publikacji :) dam to czym sie teraz zajmuję, tak dla padzierzania rozgawora:

Brązowowłosa dziewczynka w czarnej sukience wbiegła
po drewnianych schodach, zaglądała do każdego pokoju, otwierała szafy,
odginała story. –Xati!… gdzie
jesteś?!
- Kamienne ściany sierocińca odbijały jej piskliwy
głosik. Pantofelki stukały o marmurową posadzkę. Była zdenerwowana,
ściskała rączki w piąstki, nie przerywając poszukiwań-
Xaaati! Gdzie jeeesteś?! Xati!

W chłodnej i wilgotnej piwnicy, za stosem węgla
wciśniętą w sam róg ciemnego pomieszczenia siedziała czarnowłosa
dziewczynka. Nie odzywała się słówkiem, z natury była milcząca, ale
teraz zdawała się nawet nie oddychać. Patrzyła tylko w małe, okopcone
szybki  piwnicy, które dawały mizerne światło, w snopach którego
tańczyły drobinki kurzu. Słyszała zdenerwowany głos siostry, ale nie
ruszyła się, nawet nie mrugnęła. Przyciskała do piersi szmaciana
laleczkę, być może tak bała się ciemności, że krzyk wiązł jej w gardle. Z
wilgotnej ściany miarowo kapały krople wody, odmierzając nieubłagalny
czas. Ile tu już siedzi, dawno straciła rachubę. Co tam się dzieje na
górze, czy ktokolwiek o niej jeszcze pamięta? Czy już wiedzą, gdzie się
ukryła, może już za późno?  Czuć było stęchlizna i pleśnią, słyszała
bzykanie złapanej w gęsta pajęczynę muchy. Obie były w potrzasku. 

Carmine, wbiegła na strych, zobaczyła w półmroku
kościstą kobietę. Stała niczym królowa wśród swoich bibelotów. Na
podłodze, półkach i stalowym łóżku piętrzyły się porcelanowe laleczki,
wszystkie bez twarzy ich białe lica szczerzyły się upiornie . Na
szmacianych manekinach wisiały zdeformowane gorsety, ściśnięte z taką
siłą że pękały w szwach. Kobieta malowała twarz, wychodząc poza kontury
ust i oczu. Carmine wlepiła w nią  spojrzenie swych wielkich, zielonych
oczu, pełnych desperacji.

-Gdzie
jest moja siostra?
- Zapytała lekko przekrzywiając główkę widząc
te makabryczna scenerię.

-Nie
powiem Ci, precz stąd!
– szczeknęła na dziecko.

-gdzie
jest Xati…
– Mała cedziła każde sowo, nie ustępowała.

-Nic
Ci nie powiem… zmykaj!

Caramine rzuciła się do niej, wskoczyła na kobietę z
takim impetem, że ta zachwiała się i przewróciła na starą toaletkę,
lustro rozbiło się na tysiące kawałków, z którego jeden ranił niewiastę.
Dziewczynka wykorzystała to i zacisnęła blade paluszki na jej chudej,
indyczej szyi.

-Gdzie
jest moja siostra!
– Wzmacniała uścisk wyduszając ostatnie
tchnienie kobiety, która wybałuszała umalowane krzykliwie oczy.

-Mów!
– w jej oczach gorał ogień- Gdzie
jest Xati?!
- Być może kobieta i powiedziałaby jej, gdyby mała
zwolniła uścisk, ale dziewczynka napierała z całej siły, całym ciałkiem,
drżała z wysiłku.

Xati wychyliła głowę nasłuchując, było cicho,
niepokojąco cicho. Carmine…? Bogowie Carmine… wyskoczyła z piwnicy,
pokonując schodki po dwa naraz. -Carmine!….- Na jej bladej twarzy malowało się
przerażenie. Usłyszał brzdęk tłuczonego szkła. Pobiegła na strych, tam
nie wolno było im przebywać. Dom był opustoszały. Drewniane schody
jęczały pod jej stopami, serce waliło jej niczym młot. Wpadła na
poddasze, zobaczyła siostrę siedząca na piersi kobiety, martwej kobiety.
Dziewczynka na widok siostry uśmiechnęła się promiennie, ale zaraz
jakby spłoszona spojrzała na zwłoki..

-Bo.. bo
ona mi nie chciała powiedzieć gdzie jesteś Xati…
– załkała cicho.

-Już
dobrze mała, nic się nie stało…
-złapała ją za trzęsąca się
bródkę i pocałowała czule.

-Ale, ale
nie używałam magii by cię odnaleźć, nie kazałaś mi się nią bawić w tym
domu!
–Krzyczała kręcąc energicznie główką.

Usłyszały głośne kroki, stukot małych stópek, głosy
dzieci. Ktoś wchodził na strych. Dziewczynki spojrzały na siebie i
rzuciły się jedna przez druga w kierunku szafy, dopadły jej w chwili gdy
stanął w drzwiach mężczyzn o rysach tak ostrych, że przypominał ptaka. W
dłoni trzymał drewniany liniał i uderzał nim miarowo w otwartą dłoń.
Spojrzał na leżące zwłoki i na siostry. Jedna odpychała drugą, w końcu
obie klepnęły szafę.

-raz
dwa trzy Xati!

-raz dwa trzy Carmene!

-Panienki
du Rhiach!
–Zmarszczył
brwi i pokręcił głową, cmoknął z niezadowoleniem -Widzę, że nie do końca zrozumiałyście zasady…
zabawy w chowanego!… A tak dobrze gotowała
- Uśmiechnął się
pobłażliwe…

tadam

7 komentarzy

Dziś mam urodziny. Przybyło mi siwych włosów na plecach i kilka zmarszczek na cyckach, a rozumu jak nie było, tak nie ma…
Jestem odpadem atomowym.. :)

kozina

3 komentarzy

Juz wiem, jak czują sie ojcowie pracoholicy czy alkoholicy czy inni źli rodzice. Ostatnio choruje na uszy, w sumie juz nosze okulary, jak o nich pamietam, wiec jestem zona idealna- przyglucha i przyslepa, zebym jeszcze maniej jadla i piła’ to startowałabym w realyty szołach super żońcia. Znów zbaczam z tematu. mam chore uszy i nie moge się narażac na przewiewy więc nie bywam na działce u zwierząt. Po pracy jest juz ciemno a w weekendy boli mnie głowa. MPM dzoni do mnie z działki i sklada realce na zywo, co sie jakiej kurze dzieje, że koza meczy, kot złapał mysz itd. W koncu jednak z wyrzutem do mnie rzekł, jak do tej wyrodnej matki: Kiedy ty ostatnio widziałas zwierzeta?!
Nieraz słyszałam podobne kwestie apropo dzieci we filmach i tych polskich i amerykańskich i zagranicznych.
Tak, jestem wyrodną Pańcią… musze im kupic cos ladnego, czy zabrać na wycieczke po okolicznych kurnikach i stodołach, a kto wie, moze pod choinke dostaną po rowerze.

Chcialam tu zamieścic foto moich pieknych kózek, ale kurwa tylu amatorów kozich cycków sie tu kreci z Pomorza, że starch co będą robic przed monitorem. Mogą mi porwac Hrabinę i zarządac okupu, sama nie wiem co takiemu sodomicie do głowy może wpaść.

Tych od pieprzenia gospodyni sie nie boje, bo kazdy wie, że gospodyni ze mnie żadna hahahahaha

Nie ma to jak sie posmiac z własnego dowcipu. MPM na działce, a ja idę sprzątać, to znów moze się skończyć rozwodem ;)

znak firmowy

2 komentarzy

Dziś jestem nieco zdołowana.

Pół roku temu ruszyła mnie we firmie nowa linia produkcyjna
była wielka feta. Mamy firmę córkę w Niemczech. Prowadzi ja Ralf, mamy klientów
w całej Europie, a nawet na Syberii,  byli oni na tej imprezie. Pamiętam jak dziś,
że było wesoło, wielki kac i tyle.

Wczoraj przyjechali goscie, nocowali w hotelu, Niemcy i
Rosjanie, teraz przyszli do biura i tu cały gwóźdź programu.

Wojto- współwłaściciel i kolega z akademika w jednym, powitał
mnie dziwnym gestem smyrając się po cyckach i mówiąc że Ralf nie może się
otrząsnąć do dziś.

Ja nie wiedziałam o co chodzi, nie pamiętam tego w ogole.

Fakt jest taki, że Niemcy którzy z nami współpracują są
zakochani w Polsce i w naszych żartach. No biorąc pod uwagę nasza firmę to po
prostu sami żartownisie nie da się ukryć.

Ralf się nauczył od nas określenie laksa, na pójście do
toalety. I sam teraz tmy, operuje, zna tez kilka innych słów po Polsku, dosłownie
trzy.. Obraził się jednak na czas jakiś za odśpiewanie przez Wojtka „Laksen
Laksen Uber Alles „ dobrze, że nie zakończyło się to III Wojną Światową, ale mu
przeszło. Nie o tym miałam jednak pisać.

Wracamy pamięcią( której mi zabrakło), do imprezy, podobno
siedziałam z Ralfem i Rosjanami przy stole i po rosyjsku coś tam z nimi
gadałam, nagle, bez ostrzeżenia wstałam wsadziłam palec do ust i oblizałam,
potem tak samo drugi i pomiziałam się nimi po sutkach, zrobiłam „Psssssyt” i
poszłam w szaleńczy taniec, zostawiając ich z rozdziawionymi gębami.

To , że Renata w mini robi szpagaty to każdy się u nas
przyzwyczaił, ale mój numer z gaszonymi sutkami podobno jest najlepsza anegdotą
w całej Europie. Dziewczyny z biura były ostatnio w Mediolanie na targach i też
o tym słyszały. Tak się zastanawiałam co ten Rosjanin i Ralf się tak do mnie
śmieją, to teraz już wiem. Agata  mowi,
że jak się widzą z Ralfem to się tak witają w warszawie czy Niemczech. Jestem
załamana… teraz każdy kto wchodzi do mnie do 
tak robi, kurwa żesz mać! znak firmowy, Gorące Sutki!


  • RSS